21 Sierpień 2015, Max Zorin

What Are the Chances?

Dzisiaj usłyszeliśmy po raz pierwszy What Are the Chances?. Do posłuchania tutaj:

What Are the Chances?

Mnie ten kawałek nie powalił, ale widzę po komentarzach na Facebooku i YouTube, że ludziom się podoba. Początek bardzo ładny, gitara Johna Frusciante jak najbardziej brzmi ok. Simon po raz kolejny wokalnie wypadł bardzo dobrze. Ale jak na mój gust, w tej piosence jest za dużo patosu. Poza tym, zespół zchrzanił sprawę zbyt mechanicznym brzmieniem sekcji rytmicznej. Roger, przestań się już bawić tymi elektronicznymi dźwiękami jakie Roland wsadził do TD-30KV i zacznij grać normalnie jak na perkusistę przystało! Gdybym to ja był producentem płyty, zaproponowałbym Rogerowi żeby zagrał na bębnach jak Ringo Starr w znakomitym przeboju Beatlesów Strawberry Fields Forever.



13 Sierpień 2015, Max Zorin

Simon, you kill me with that one…

Okładka 'Paper Gods'

Okładka 'Paper Gods'


To co widzicie obok, to na 95% okładka nowej płyty. Rozczarowująca, ale… “coś w niej jest”. W każdym razie lepsza niż kilka innych duranowych okładek…

Zanim ukaże się płyta będzie można przedpremierowo posłuchać i zakupić kilka utworów. W tej chwili jest to tytułowy Paper Gods, a od jutra będzie dostępny You Kill Me With Silence.

Sądząc po komentarzach na Facebooku i forach dyskusyjnych, nowe utwory podzieliły fanów. Oba są bardziej elektroniczne niż cokolwiek np. na albumie Astronaut. Fani klasycznie brzmiącej sekcji rytmicznej są niepocieszeni. Wycieczka w świat elektronicznych brzmień była zawsze niebezpieczna dla Duran Duran, ponieważ głos Simona często wtedy niezbyt dobrze “siedzi w miksie” (jak mówią inżynierowie dźwięku). Ale ja zawsze wolę nieudane eksperymenty, od serowych i oklepanych gitarowych solówek.

You Kill Me With Silence zaczyna się co prawda jak współczesny utwór… hip-hop, ale proszę się nie bać, reszta jest absolutnie fantastyczna. Jakby ciąg dalszy The Man Who Sold a Leopard. Albo coś z kolejnej płyty… Arcadii. A co najważniejsze, Simon brzmi zachwycająco. Po Wedding Album z 1993 roku jego głos w moim odczuciu coś utracił i brzmiał inaczej. Natomiast słuchając You Kill Me With Silence mam wrażenie jakbym cofnął się w czasie do lat ‘80, do czasów So Red The Rose Arcadii, Rio i Big Thing. Jakby Simon z powrotem odzyskał “tamten” głos. Ostatnie dwie minuty You Kill Me With Silence to już mój prywatny Święty Graal muzyki, podobnie jak Save a Prayer, A View to a Kill, Ordinary World czy Come Undone. Thank you, Duran Duran.

Z kolei Paper Gods przypomina (wokalnie) Depeche Mode. Moje pierwsze skojarzenie to Condemnation. Przypomina mi też duranowe The Edge of America z płyty Big Thing. Oraz Wild Boys. Bardzo ładny refren. Pracujący w branży muzycznej, którzy mieli okazję wysłuchać całego albumu mówią, że to jest płyta pięknych refrenów.

Zresztą, proszę posłuchać - zespół udostępnił linki na swoim kanale YouTube:

Paper Gods
You Kill Me With Silence



16 Czerwiec 2015, Max Zorin

Nowa płyta we wrześniu!

Duran Duran 2015

Duran Duran 2015

To są oficjalne wiadomości - nowy album będzie zatytułowany Paper Gods i ukaże się 11 września. Wszystkich utworów będzie 12 w wersji podstawowej plus 3 dodatkowe w kolekcjonerskiej.

Promujący płytę Pressure Off będzie miał premierę 19 czerwca. Obok do posłuchania kolejny fragment tego utworu, w bardzo dobrej jakości. Kompozycja faktycznie w stylu najbardziej chwytliwych przebojów zespołu z pierwszej połowy lat ‘80, jednak brzmieniowo jakby “mało Duran Duran w Duran Duran”. No ale podobnie było np. z Wild Boys, a teraz jest to jeden z tych “klasycznych” kawałków w repertuarze zespołu.

‘Pressure Off’ - fragment nowego utworu

Nick Rhodes powiedział kiedyś w wywiadzie, że spośród płyt Beatlesów najbardziej podoba mu się The White Album. Ponieważ jest niesamowitym zestawem różnorodnych utworów, które zostały jakby od czapy wrzucone do jednego worka. Faktycznie, niektóre z płyt Duran Duran zdają się być zrobione w podobnym stylu, np. Liberty i The Wedding Album. Niektórzy mieli już okazję wysłuchać kilku nagrań z Paper Gods. Ich opinie zdają się potwierdzać to, że Duran Duran znowu poszli w kierunku beatlesowskiej różnorodności. Podobno Pressure Off jest piosenką najbardziej lekką, wygładzoną i zdecydowanie inną od reszty, a tytułowa Paper Gods jest z kolei czymś na miarę New Religion i przypomina dokonania Muse oraz Depeche Mode. W What Are the Chances?, Butterfly Girl i The Universe Alone gościnnie na gitarze zagrał John Frusciante, gitarzysta Red Hot Chili Peppers w latach 1988–1992.

01. Paper Gods (feat. Mr Hudson)
02. Last Night in City (feat. Kiesza)
03. You Kill Me With Silence
04. Pressure Off (feat. Janelle Monáe and Nile Rodgers)
05. Face For Today
06. Danceophobia
07. What Are the Chances?
08. Sunset Garage
09. Change the Skyline (feat. Jonas Bjerre)
10. Butterfly Girl
11. Only in Dreams
12. The Universe Alone



29 Marzec 2015, Max Zorin

Warner Bros i nowy singiel

Duran Duran 2015

Duran Duran 2015

Duran Duran podpisali nowy kontrakt płytowy z… Warner Bros. Żeby tego było mało, Warner kupił prawa do piosenek zespołu z lat 1981-1999! Szczerze mówiąc nie wierzyłem w to, że po tylu latach jakakolwiek duża wytwórnia znowu będzie zainteresowana Duran Duran. Z tego powodu mam również pewne obawy, że muzyka na nowej płycie nie do końca przypadnie mi do gustu. Tym bardziej, że zespół zaprosił do współpracy całkiem sporą grupkę współczesnych artystów.

‘Pressure Off’ - fragment nowego utworu

Wczoraj na zamkniętej imprezie organizowanej przez Warner Bros został zaprezentowany nowy utwór Pressure Off, który ma być singlem promującym. Premiera albumu jest zapowiadana na wrzesień. Producentami są Mark Ronson i Nile Rodgers dlatego podejrzewam, że muzyka na albumie będzie mocno oscylować w kierunku funku, a szczególnie ostatnich dokonań Ronsona z Bruno Marsem. Oraz, że zespół będzie brzmiał bardziej a’la lata osiemdziesiąte, niż w latach osiemdziesiątych. Dla mnie to jednocześnie fajnie i niefajnie… Lubię grać funk na swoich syntezatorach, ale nie jest to muzyka, która w czystej “postaci gatunkowej” trafia prosto w moje serce. Jednak jestem dobrej myśli, ponieważ Pressure Off zapowiada się całkiem nieźle i moim zdaniem ma spory potencjał aby zostać przebojem.



28 Kwiecień 2014, Rajmund

Recenzja Arcadia: So Red The Rose (1985)

stars50

 

'So Red The Rose'

'So Red The Rose'

Election Day; Keep Me in the Dark; Goodbye Is Forever; The Flame; Missing; Rose Arcana; The Promise; El Diablo; Lady Ice;

Skład zespołu: Simon Le Bon - voc
  Masami Tsuchiya, David Gilmour, Carlos Alomar - g
  Mark Egan - b
  Nick Rhodes, Herbie Hancock - k
  Roger Taylor - p
  Andy Mackay - sax
  Sting, Grace Jones - backing voc

Produkcja: Alex Sadkin & Arcadia

Po nagraniu takich albumów jak Rio i Seven and the Ragged Tiger rzeczywiście może się przewrócić w głowie. W ciągu pięciu lat Duran Duran osiągnęli wszystko, co było do osiągnięcia: nakłady z kosmosu, wysokobudżetowe teledyski w tropikach, które zrewolucjonizowały MTV, miliony rozwrzeszczanych fanek na całym świecie. Swoje pierwsze, buńczuczne marzenia o graniu na największych obiektach koncertowych spełnili bez większego problemu. I nic dziwnego, że zapragnęli zrobić sobie małą przerwę na coś innego. John i Andy Taylorowie dokooptowali sobie Roberta Palmera i poszli w stronę hard rocka z projektem The Power Station. Simon Le Bon i Nick Rhodes pragnęli udać się dalej syntezatorowo-atmosferyczną ścieżką i w ten sposób powstała Arcadia (Roger Taylor lawirował między obydwoma projektami). Po latach Rhodes mówi otwarcie, że oba projekty były komercyjnym samobójstwem. Czas pokazał też, że po ich utworzeniu Duran Duran już nigdy nie byli tacy sami. W 1985 roku zdołali nagrać wspólnie jeszcze tylko jeden singiel, pamiętne bondowskie A View to a Kill, a potem drogi klasycznego składu rozeszły się na dobrych kilkanaście lat.

Arcadia od początku stanowiła projekt rozdmuchany na dokładnie taką skalę, jakiej oczekiwalibyśmy po sprzedających dziesiątki milionów płyt muzykach. Na So Red the Rose pojawili się gościnnie m.in. David Gilmour (muszę dodawać, że Pink Floyd?), legendarny muzyk jazzowy Herbie Hancock, a także Grace Jones i Sting (ograniczający się do chórków w The Promise). Ale to nie wszystko, bo podobnie jak w macierzystej formacji, tak i w tym side projekcie Le Bon i Rhodes zadbali o wyjątkowy styl i artystyczną wizję. Na okładkę trafił obraz zainspirowany szkicami Jeana Cocteau. Single zilustrowano należycie efektownymi teledyskami w reżyserii stałego „wizjonera” Duranów, Russella Mulcahy’ego, wziętego wówczas fotografa Deana Chamberlaina, nagrodzonego Oscarem za oprawę artystyczną Gwiezdnych wojen Rogera Christiana oraz mniej znanego Marcelo Anciano. Nie sposób się nie zgodzić z wokalistą, który po latach przyznał, że So Red the Rose to najbardziej pretensjonalny krążek, jaki kiedykolwiek powstał, natomiast serwis Allmusic uzupełnia tę wypowiedź, że to również najlepszy album, jakiego nigdy nie zrobili Duran Duran. W tym też coś jest.

Bo przechodząc wreszcie do kwestii muzycznych, są tu oczywiste hiciory jak na duet kompozytorski Rhodes / Le Bon przystało. Goodbye is Forever urzeka typowym dla Nicka klawiszem i nietypową partią wokalną Simona, tworząc jednak od razu wpadającą w ucho mieszankę, zilustrowaną dodatkowo surrealistycznym klipem. The Promise wyróżnia się nie tylko wsparciem wspomnianego Stinga i przejmującym antywojennym tekstem, lecz także całym wachlarzem solówek (to dopiero w albumowej wersji, trwającej przeszło siedem minut): od gitarowej, przez saksofonową, aż po krótki moment perkusyjny. Sam Simon skomentował kiedyś, że to piosenka o tym, jak Zachód zdradził Trzeci Świat. Jest jeszcze soulujący Keep Me in the Dark ale większe wrażenie robi The Flame – zwłaszcza w przepełnionym syntezatorową przestrzenią singlowym remiksie. Albumowa wersja wypada przy nim bardzo blado – wyłączając gitarowe solo ewidentnie zrobione pod Andy’ego Taylora. W singlowym miksie boleśnie je przycięto. Na tle takich killerów wybrany do roli głównego singla „Election Day” potwierdza tezę o samobójczych (komercyjnie) skłonnościach tego krążka. Brak wyrazistej melodii, cała kompozycja jedzie na funkującej gitarze, a jeszcze te dodatki typu sample z rosyjskiego radia czy mówiona partia Grace Jones w środku utworu… Przynajmniej wieńczą stylową solówką saksofonu.

So Red the Rose ma też drugie, wyraźnie eksperymentalne oblicze. Zaczyna się na poziomie Missing (to do tego utworu powstał innowacyjny teledysk Chamberlaina – Durani skorzystali z jego talentu jeszcze raz przy okazji obrazka do All She Wants Is) - rozwleczonego, syntezatorowego pejzażu niczym z jakiegoś ejtisowego soundtracku. Wrażenie potęgują efekty burzy dodane pod koniec. Chwilę potem dostajemy króciutki przerywnik Rose Arcana – oba utwory można potraktować jako zapowiedź eksperymentów, które (zdaniem wielu) zniszczyły potem płytę Big Thing. Najlepiej prezentuje się finał krążka. El Diablo to pełna latynoskich brzmień ballada z pięknymi partiami fletu. Jak widać Arcadia czerpała z latino popu zanim Madonna nagrała La Isla Bonita i stało się to mainstreamowe. Prawdziwe wielkie zakończenie to jednak dopiero Lady Ice: prawie ośmiominutowy absolut, rozpoczynający się od mrocznych syntezatorów Nicka, by przejść następnie do podniosłej opowieści o bezlitosnej Pani Lodu. “Lady Ice, step outside your soul. Lady Ice, do you know that the world is frightened too?”

To co, najlepszy album, na jaki nigdy nie odważyli się Duran Duran? Na pewno niespodziewane dzieło, na które odważyłby się mało który zespół u szczytu kariery. Wyraźne rozłożenie materiału na dwie strony płyty winylowej, gdzie strona A to hiciory, a strona B – eksperymenty, od razu kojarzy się ze słynną „trylogią berlińską” Bowiego, zresztą sam Nick Rhodes wielokrotnie zbliża się na So Red the Rose do Briana Eno. Jest to zatem mus nie tylko dla każdego fana Duran Duran, ale i dobra propozycja dla wszystkich, którzy kojarzą ten zespół tylko z „lalala” pioseneczkami i myślą, że nic ambitniejszego nigdy spod ich palców nie wyszło.

Tekst ukazał się również na blogu “Jeszcze tego nie słyszałeś“.



2 Styczeń 2014, Max Zorin

W Rytmie Przyjemności

Autobiografia Johna Taylora

Autobiografia Johna Taylora

Minęło półtora roku od mojego ostatniego wpisu, ale tak bardzo znudziło mnie Duran Duran, że nawet nie chciało mi się czytać autobiografii Johna Taylora. Książka ta ukazała się jeszcze jesienią 2012 i w swojej kategorii była best-sellerem. Ale właśnie zamówiłem sobie tę pozycję. Tym bardziej, że ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się wydanie polskie w tłumaczeniu Marty Zalesińskiej W Rytmie Przyjemności (wydawnictwo Anakonda). Książka jest dostępna w wielu księgarniach internetowych.

Ciekawie byłoby poczytać książkę o Duran Duran napisaną przez Nicka Rhodesa, ponieważ to jedyny muzyk, który był we wszystkich wcieleniach zespołu.

***

Przez ostatnie dwa lata oddaliłem się nie tyle od Duran Duran, co generalnie od rockowego grania. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem muzyki rockowej i raczej odrzuca mnie “typowy”, gitarowy rock. Dlatego więcej czasu spędziłem na słuchaniu elektronicznych brzmień oraz gatunku określanego jako post-rock. W szczególności brytyjskich nudziarzy The High Llamas oraz uroczego, argentyńskiego Modular. No i oczywiście trochę Stereolab, sztandarowego przedstawiciela tego gatunku.

Modular

Modular

Kto nie zna Modular polecam na początek znakomity Playa Biquini z przecudnym, utrzymanym w stylu “future-retro” teledyskiem. Filmy z lat ‘60, Burt Bacharach, lekkiego kalibru psychodelia, marimba, niedoceniony syntezator Mooga Opus 3 oraz wokoder KORG VC-10. Trudno o bardziej urzekającą mieszankę. Im częściej oglądam to wideo, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że współczesna polska jarmarczna pop-kultura jest daleko w tyle nie tylko za krajami anglosaskimi, ale nawet za Argentyną. Kiedyś mieliśmy przynajmniej Marka Niedźwieckiego lansującego Maanam, a teraz mamy portale lansujące majtki Dody.

'Can Cladders'

'Can Cladders'

Grupa The High Llamas powstała przeciwko zalewowi Wielkiej Brytanii przez amerykański rock (grunge) w latach ‘90, dlatego od razu poczułem do niej sympatię. Zacząłem od płyty Can Cladders. Przyjemne akustyczne granie (niczym stare, dobre Beach Boys) z elementami elektroniki, w tym automatu perkusyjnego Rolanda CR-78, którego charakterystyczne brzmienie najlepiej znamy z Heart of Glass Blondie, Same Old Scene Roxy Music, Remind Me to Smile Gary Numana, a szczególnie In the Air Tonight Phila Collinsa i Fade to Grey Visage. Anglicy zawsze byli mistrzami w łączeniu różnych styli i brzmień.

'Hearts & Knives'

'Hearts & Knives'

No właśnie, Visage… To było dla mnie największe zaskoczenie 2013 roku: powrót Visage z nową płytą. Hearts and Knives brzmi świetnie i jest tam kilka kawałków, które bezwzględnie są jednymi z najlepszych w historii tej grupy. Co prawda do pełni szczęścia brakowało w składzie Midge Ure’a, ale nawet bez niego jest dobrze. Szczególnie cieszy mnie fakt, że Steve Strange nie uległ presji “wojny głośności” i mastering został wykonany zgodnie ze starymi, dobrymi zasadami tej sztuki. Nawet sam David Bowie wyraził pozytywną opinię o tym albumie.

'The Next Day'

'The Next Day'

O, właśnie (nr 2). Po dziesięciu latach przerwy wreszcie odezwał się David Bowie. The Next Day to całkiem niezła płyta z najbardziej beznadziejną okładką w historii muzyki. David, co to ma być to takie białe kwadratowe? To nie jest ani ładne, ani awangardowe, tylko po prostu głupie. Mogłeś przynajmniej użyć jednego ze swoich obrazów… Na gwiazdkę dostałem biografię Bowiego autorstwa Marca Spitza (też po polsku), której czytanie pewnie porzucę gdy dostanę w swoje ręce książkę Johna…

A tymczasem Duran Duran siedzą w tej chwili w studiu i pracują nad nowym albumem. Podobno Mark Ronson będzie producentem. Na pytanie kiedy album będzie gotowy, Simon Le Bon odpowiedział, że wtedy kiedy będzie gotowy. Czyli jest jak zwykle, a nawet jeszcze bardziej. Niedługo pojawi się więcej szczegółów.

Mam nadzieję, że w tym roku częstotliwość wpisów na tym blogu ulegnie znaczącej poprawie. W czerwcu minie 15 lat odkąd wystartowała ta strona. Pamiętam, że pojawiła się na dwa tygodnie przed rzekomym “końcem świata”. W roku 1999-tym Internet wciąż był jeszcze niewinny i nikt nie wiedział, że jesteś psem. I niemal wszystkim wydawało się, że tam jest wolność, która zmieni świat na lepsze…



8 Czerwiec 2012, Max Zorin

Nick Rhodes kończy 50 lat

Nick Rhodes

Nick Rhodes

W końcu nadszedł ten dzień. Dzisiaj 50 lat skończył najmłodszy muzyk Duran Duran, czyli klawiszowiec Nick Rhodes. Współzałożyciel zespołu, który jako jedyny grał we wszystkich jego wcieleniach.

Nick Rhodes urodził się jako Nicholas James Bates 8 czerwca 1962 roku w Mosely, w rodzinie brytyjskiej klasy średniej-średniej. Jego rodzice posiadali sklep z zabawkami. Nick jest jedynakiem. Dzieciństwo spędził w Birmingham. Od wczesnych lat przejawiał zainteresowanie popkulturą, sztukami plastycznymi i fotografią artystyczną.

Kiedy miał 10 lat poznał Johna Taylora, przyszłego basistę Duran Duran. Obaj wybrali się na koncert gwiazdy glam rocka Gary’ego Glittera. Nick był tak oczarowany, że powiedział do Johna: “musimy założyć zespół”, a rodzinie oświadczył, że kiedyś będzie gwiazdą pop.

Nick Rhodes w 1984

Nick Rhodes w 1984

Nick był spokojnym chłopcem i nie sprawiał kłopotów wychowawczych… ale gdy wybuchła punkowa rewolucja w 1977 roku, zaszokował swoich rodziców gdy pewnego dnia przyszedł do domu z włosami ufarbowanymi na czerwono. Zafascynowany twórczością artystów takich jak David Bowie, Lou Reed, The Velvet Underground, Roxy Music, John Foxx, Gary Numan, Iggy Pop, Kraftwerk, Yellow Magic Orchestra a nawet Donna Summer, w 1978 roku w szkole średniej założył z Johnem i Stephenem Duffy eksperymentalny zespół rockowy. Pod wymyślonym przez Johna szyldem “Duran Duran” szesnastoletni Nick rozpoczął przygodę swojego życia. W tym czasie zmienił nazwisko na Rhodes (pomysł Johna) żeby być mylonym z Haroldem B. Rhodesem, muzykiem i wynalazcą słynnych elektromechanicznych pianin oraz Bernie Rhodesem, menadżerem The Clash, jednego z ulubionych zespołów Johna. Legenda głosi, że Nick nie lubił swojego nazwiska, ponieważ dzieci dokuczały mu z tego powodu w szkole: “Mr. Bates” brzmi podobnie do “masturbate”.

Nick Rhodes i jego wierny Roland Jupiter 8

Nick Rhodes i jego wierny Roland Jupiter 8


Na estradzie Nick jest niezauważalny, ale to on zawsze był mózgiem zespołu. Jest muzycznym samoukiem, nie należy do wirtuozów, dlatego na próżno szukać w twórczości Duran Duran klawiszowych partii w stylu klasycznie wytrenowanego pianisty, jak również syntezatorowych solówek. Geniusz Nicka Rhodesa polega na tym, że potrafi perfekcyjnie dobrać syntezatorowe wstawki. Jest raczej rzeźbiarzem dźwięków, którymi przyozdabia utwór nadając mu niepowtarzalny charakter. Jego doskonały zmysł twórczy pomógł zespołowi uniknąć w latach ‘80 najbardziej modnych w muzyce popularnej brzmień, które nie przetrwały próby czasu. Dlatego w utworach Duran Duran nie ma brzmień syntezatorów, które po latach zaczęły uchodzić za wyświechtane i obciachowe. Nick jest miłośnikiem analogowych syntezatorów i ma ich sporą kolekcję. Nie gardzi cyfrową technologią, ale zdecydowanie woli stare Rolandy od słynnej Yamahy DX7, która nigdy nie przypadła mu do gustu.

Nick i Julie-Anne w 1985

Nick i Julie-Anne w 1985

Nick jest absolutnie człowiekiem nocy. Unika dziennego światła, nienawidzi słońca i kocha atmosferę nocnych klubów. Jest typem zdecydowanie miejskim i nie lubi życia na wsi oraz wysiłku fizycznego. Jego dzień zaczyna się dopiero o 13.00, a czasem nawet o 17.00. Dopiero po zachodzie słońca staje się żywszy i przeważnie pracuje nocą. Przed 6.00 idzie zazwyczaj spać. Żartuje, że w jego rodzinie musiał być jakiś wampir. Lubi spotykać się z ekscentrycznymi artystami i ma wielu przyjaciół związanych ze światem sztuki. Dobrze orientuje się w sztuce współczesnej, zna prace nawet debiutujących artystów. Uwielbia fotografować i robi to niemal codziennie. Często chodzi do kina. Kocha wszystko co modne, drogie i stylowe. Uwielbia włoskie meble. W przeciwieństwie do Johna Taylora, który zmieniał swoje przyjaciółki w zależności od humoru, Nick jest wierny. Jak sam mówi, zamiast zmieniać kobiety woli zmieniać kolor włosów. W rzeczywistości ma podwójną naturę. Raz jest ekscentryczny albo uparty, a raz nieskomplikowany, otwarty i pełen humoru. W 1984 roku poślubił Julie-Anne Friedman, córkę amerykańskiego milionera, właściciela sieci sklepów Younkers. Z tego małżeństwa ma córkę Tatjanę. Małżeństwo nie było zbyt udane i kiedy na początku lat ‘90 Julie-Anne powiedziała “albo ja, albo Duran Duran”, Nick wybrał to drugie, rezygnując ze spędzenia reszty życia w roli statecznego milionera…

I jeszcze kilka ciekawostek. Nick Rhodes posiada prawa autorskie do nazwy “Duran Duran”. Jego kuzynem (drugiego stopnia) jest Tom Bates - gitarzysta Exide, współczesnego heavy metalowego zespołu. Zapytany co uważa za najbardziej obrzydliwą rzecz na świecie, bez wahania opowiada, że znęcanie się nad zwierzętami. Najbardziej ulubieni artyści: David Bowie, Velvet Underground, Andy Warhol i Roman Polański.



27 Maj 2012, Max Zorin

Duran Duran we Wrocławiu

Duran Duran 2012

Duran Duran 2012


Tak bardzo nie chce mi się już zajmować Duran Duran (znaczy, redagować bloga), że nawet nie chciało mi się napisać notki, że przyjeżdżają do Polski 25 czerwca i wystąpią na Rynku we Wrocławiu… Ale właśnie zostałem poproszony przez Marlene z forum DuranDuran.fora.pl o zamieszczenie pewnej informacji. Od wczoraj, aż do 23 czerwca co sobotę w Trójkowej audycji Piotra Stelmacha Myśliwiecka 3/5/7 będzie prowadzony SMS-owy konkurs z wiedzy o Duran Duran. Nagrodą w konkursie jest spotkanie z zespołem we Wrocławiu (tzw. “meet and greet”). Co tydzień będzie losowana jedna osoba spośród tych, które wysłały SMS. Zapraszamy do słuchania audycji między 16:00 a 18:00.

Bilety na koncert Duran Duran można kupić tylko w TicketTeam. Ceny biletów: pod sceną - 149 PLN, zwykłe - 89 PLN. To najtaniej, biorąc pod uwagę całą ostatnią trasę koncertową Duran Duran!



19 Listopad 2011, Max Zorin

Dr. Duran Duran

Dr. Duran Duran

Dr. Duran Duran

Wiele można się spodziewać po Duran Duran, ale czy komukolwiek przyszło do głowy, że pewnego dnia muzyk tego zespołu dostanie tytuł doktora honoris causa? Uniwersytet Bedfordshire w brytyjskim Luton właśnie uhonorował Nicka Rhodesa tym tytułem za zasługi dla przemysłu muzycznego jako kompozytor, wykonawca i producent.

Ceremonia wręczenia odbyła się 18 listopada. Oprócz Nicka tytuł Honorary Doctor of Arts otrzymali Peter Asher i Katy Haber. Asher jest gitarzystą i producentem, zdobywcą trzech nagród Grammy, znanym ze współpracy z Jamesem Taylorem, Lindą Ronstadt, Dianą Ross, Cher, Neilem Diamondem i 10,000 Maniacs). Katy Haber zagrała w takich filmach jak The Getaway i Cross of Iron a także była producentką m.in. klasycznego filmu SF Blade Runner.

Więcej zdjęć znajduje się tutaj.



8 Listopad 2011, Max Zorin

‘It’s a crush panic, she’s got me atomized…’

I proszę, jest wideo. Znakomicie nakręcone, bez dwóch zdań. Trwa prawie 10 minut. Piękne zdjęcia, nieco “postmodernistyczny” montaż odrobinę przypominający stare dobre Arena (An Absurd Notion). Jonas Åkerlund odwalił kawał dobrej roboty. Podejrzewam, że niedługo pojawi się wersja odpowiednio skrojona dla telewizji.

Jednak nie sposób nie rzucić złośliwą uwagą, że jest to raczej wielka reklama hotelu Savoy w Londynie, Swarovskiego oraz próbujących utrzymać popularność modelek z lat ‘90. Ale mnie to nie przeszkadza.